Fanfic - Pustka

Autor: dorik77 Dodano: 03.09.2014 14:28
Z pamiętnika Akihiko Kayaby
03.04.2012


Godz 7.00

Ogłuszający dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Zostałem brutalnie wyrwany z mojego wspaniałego świata marzeń. Wróciłem do rzeczywistości. Otworzyłem oczy. Ten sam pokój, wyglądający identycznie jak przez ostatnie kilkanaście lat. Nic nie wskazuje, aby w ciągu najbliższych kilkunastu, coś się w nim zmieniło. Te same meble, książki, komputer, plakaty, tapety. Prócz mnie, nikt w nim nie przebywa. Nikt do niego nie zagląda. Nikogo nie obchodzi. Jest taki jak ja. Nienawidzę go.

Godz 9.00

Znów siedzę w szkolnej ławce, słuchając nudnych wywodów nauczyciela, z którym mam lekcje. Obok mnie, przede mną, za mną, po przekątnej, siedzą koledzy z mojej klasy. Koledzy? Ha! Zgraja patologii, która nie wiedzieć czemu, wybrała mnie na klasowego kozła. Fizycznie niczym się od nich nie różnię, jestem w tym samym wieku, wielu pamiętam z podwórkowej piaskownicy. Bawiłem się z nimi. A teraz? Jeden z nich chyba przykleił mi na plecy jakąś kartkę, słyszę ciche śmieszki z tyłu, widzę spojrzenia, a w nich radość. Cieszyło ich moje nieszczęście. Jestem dla nich tylko źródłem zabawy, gnojkiem niemającym uczuć, myśli, marzeń, celów, jakiegoś pozaszkolnego życia. Po co żyje? Aby ich zabawiać?

Godz 11.00

Szkolna toaleta. W niej spędzam wszystkie przerwy. Już ze 3 lata. Boje się uczniów. A raczej ich zachowań. Odkąd zostałem pobity na korytarzu, staram się ograniczać czas jaki tam przebywam. Nie miałem telefonu, laptopa, pieniędzy. Tylko książki. Pobito mnie, bo ,,krzywo patrzyłem”. To tylko pretekst. Każdy wie, że jestem słaby i dlatego każdy uważa, że może ze mną robić, co chce. Nie wiedzą, że mnie krzywdzą. Nie chcą tego wiedzieć. Nie obchodzi ich to. Dzwoni dzwonek. Muszę stąd wyjść. Na lekcję. Nauczyć się czegoś. Jeśli będę się uczył, zostanę kimś ważnym. I co wtedy? Czy wtedy rówieśnicy uznają mnie za swojego? Tego powinni uczyć w szkołach. Tolerancji dla innych.

Godz 13.00

Szkolna stołówka. Wszyscy jedzą drugie śniadania przyniesione z domu. Ja nie. Nikt mi ich nie zrobił. Pani kucharka jak zwykle zlitowała się nade mną i dała mi parę kulek ryżowych. Nie powinna tego robić. Nie płacę jej w żaden sposób. Co nią kieruje? Litość? Żal? Obrzydzenie? Chyba jedno z tych. A może, po prostu jest dobrą osobą? Od kogo się tego nauczyła? Dlaczego jest dobra akurat dla mnie? Jestem nikim. Nic nie mam.
Godz 15.00
Wychodzę ze szkoły. Jestem jedynym, który kieruje się do domu sam. Wszyscy idą z kolegami, koleżankami, dziewczynami, chłopakami. Gdzie są moi koledzy, moje koleżanki? Dlaczego nikt nawet nie spróbuje się ze mną zaprzyjaźnić? Nie chcą być odrzuceni. Każdy chce być fajny. Co to właściwie znaczy, być fajny? Gdybym był bogaty, przystojny, miał markowe ciuchy, lubiliby mnie? Nienawidzę obecnego siebie, jak każdy. Czy będąc popularny, też bym siebie lubił?

Godz 17.00

Sam w domu. Rodzice pracują. Ktoś musi łożyć na utrzymanie rodziny, a tym kimś na pewno nie będę ja, bo ,,nie mam predyspozycji, jestem leniwy i niedorozwinięty” jak twierdzą moi rodzice. To nieprawda. Nie mam złych ocen, nie cierpię na żadną chorobę. Mimo to rodzice uważają mnie za jakiegoś głupka. Nie wspierają mnie, nie dbają o moje szczęście czy o moje potrzeby. Czy mnie kochają? Wiadomo, każdy rodzic chce by dzieciom w życiu się powodziło, by byli jak najlepsi. Na pewno ich zawiodłem.

Godz 19.00

Wróciłem do pokoju. Pełnego mebli, ale wewnętrznie pustego. Nie przebywał w nim żaden człowiek, prócz mnie. Kiedy ze mną przebywał jakiś człowiek? Kiedy ja ostatnio z kimś rozmawiałem? Odzywam się tylko do tych, którzy odezwą się do mnie, czyli do nauczyciela odpytującego z 3 ostatnich lekcji i do mamy, kiedy woła na obiad. Siedzę jak zwykle oparty o ścianę zastanawiając się, do czego to wszystko zmierza. Jak to zmienić? Może się nie da? Może najprościej będzie… to skończyć?
Słyszałem kiedyś o ludziach zwanych hikikomori. Osoby te nie wychodzą ze swoich pokoi, odgradzając się od trudności i niebezpieczeństw życia. Też bym tak chciał. Zostać w pokoju, nigdzie już nie wychodzić, nie zadręczać się, nie przejmować, nie żyć. Może…

Godz 21.00

Czas iść spać. Tylko w czasie snu, osiągam coś, co można nazwać szczęściem. We śnie mogę być każdym, mogę robić wszystko. Nie to co tutaj, gdzie właściwie to nie mogę robić nic. Nie chcę nic robić. Nie wiem co robić.
Dzisiejszy dzień się skończył. Dzień bez uśmiechów, bez rozmów, bez przyjaciół, bez miłości, bez szczęścia. Bez życia. Jutro czeka mnie następny dzień. Kolejny dzień, bez nadziei na poprawę sytuacji. A może… jutro będzie wyglądało inaczej? Gdybym tylko tu został…
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony.

Komentarze

Animek: Cudo ∩_∩
dnia 06.09.2014 16:25
Kapelusznik: Fajnie się czytało :
dnia 31.12.2014 07:23
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.