Fanfic - Ich świat

Autor: KartaGie Dodano: 07.07.2014 19:49
Siedzę na dachu czekając na jej ruch. Stoi w ciemnościach. Jest taka sama jak oni. Smutna, zapłakana. Ubrana w ciemne ciuchy z długą grzywką zasłaniającą pół twarzy. Niczego innego się nie spodziewałam. Wszyscy wyglądają zupełnie tak samo, to się robi nudne. Zero oryginalności. Podnoszę się, przybliżam do niej. Staje tuż przy krawędzi. Obserwuje jak z obojętnym wyrazem twarzy spogląda w dół. Około trzydzieści metrów, kilka sekund i po sprawie. Znowu spoglądam na jej twarz. Kurwa chyba ją przeceniłam. To może potrwać o ile w ogóle się odważy. Cofa się z przerażeniem w oczach. Upada na kolana. Zaczyna się przedstawienie. Klękam naprzeciwko by móc dokładnie widzieć jej łzy. Głupia idiotka. Beczy jak dziecko, to żałosne.
- A ty tu po co? – słyszę dobrze znajomy głos.
Podnoszę się niechętnie. Nie mam ochoty patrzeć na jego parszywą gębę. Stoi na drugim końcu dachu z idiotycznym uśmiechem. Tak, kochany Skoczek. Nie mogło go tu zabraknąć.
- Na pewno nie po to, co ty – burczę pod nosem – Myślisz, że skoczy?
Jak zwykle nie odpowiada od razu. Czasem mam wrażenie, że on to robi specjalnie. Kocha mnie wkurwiać.
Podchodzi powoli nie spuszczając ze mnie tego swojego lodowatego spojrzenia. Okrąża nadal roztrzęsioną dziewczynę.
- Odpowiedziałbyś w końcu.
Nie, po co. Może jak walne go w tą parszywą, bladą buźkę odzyska mowę.
- Dajmy jej jeszcze parę minut – szepcze na powrót wlepiają spojrzenie w jej twarz – Gdyby miałaby tego nie zrobić…
- Nie pofatygowałbyś tu swojej kościstej dupy. Wiem.
Posyła mi jeden ze swoich szyderczych uśmiechów. Nie będąc mu dłużna wykrzywiam usta w grymasie.
- Dobrze wiesz, że to nie twój teren.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Przybliża się do mnie. Jest zdecydowanie za blisko. Przekroczył moją strefę prywatności, o co najmniej dziesięć centymetrów. W sumie to prawie na mnie wlazł.
- Wiesz co… - syczy mi do ucha.
Próbuje go odepchnąć, ale jest szybszy. Skurwysyn jeden!
- Łapy przy sobie!
- Bo co? – pytam próbując wyswobodzić nadgarstki z jego uścisków.
Jest silny trzeba to przyznać, ale co z tego skoro i tak nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. Poddaje się nie mam ochoty na tą głupia szarpaninę. Puścił mnie. Dziwne, myślałam, że jeszcze mnie podręczy. Zesztywniał wpatrując się w sylwetkę nadal klęczącej blondynki. O matko, ale jazda tego to się nie spodziewałam. Coś czuje, że chyba ją polubię.
- Co ona do cholery robi?
- Przygotowuje się do podcięci żył jak widać.
- Przecież widzę idiotko! – wrzeszczy miotają się niespokojnie.
Cóż za wspaniały widok. Jest wściekły, no tak, nie będzie należała do jego bandy. Co za pech.
Teraz, nie zaraz trafi pod skrzydła Ciętego.
- Chyba się pomyliłeś. Nie ty powinieneś tu być.
Milczy dalej patrząc na dziewczynę. Zaciekawiona kieruje spojrzenie w tą samą stronę. Z lewego przedramieniem leje się struga krwi, blond włosy wirują na mocnym wietrze. Wstaje powoli, niepewnym krokiem kieruje się w moją stronę, w stroną krawędzi. Idzie tu, naprawdę tu idzie. Zatrzymuje się tuż obok mnie. Teraz te niezwykle jasne kosmyki długich włosów muskają mi twarz. Tak, czuje je wyraźnie.
- Ona…
- Już prawie jest z nami – słyszę głos Skoczka tuż koło ucha.
Jeszcze ostatnia kropla krwi rozbija się tuż obok mojej nogi. Jeszcze raz, ostatni raz słyszę odgłos wdechu. Dla niej tego ostatniego. Kładę dłoń na jej ramie. Nie wiem, po co i dlaczego. I tak to już koniec. Robi pewny krok. Już jej nie ma. Ledwo dostrzegam jak spada, to tak krótko trwa… Drobną sylwetkę pochłonęła otchłań.
- Zginęła.
- I co teraz? Przecież widzisz, co zrobiła…
Jasne tęczówki wpatrują się we mnie. Zastanawia się, co ma robić. Było watro tu przyjść chodź by po to żeby widzieć jego bezradność.
- Ty tam idź – oznajmia spokojnym tonem odwracając się.
- Że co?
- Możesz się nią zając przynajmniej na razie. W końcu nie będziesz sama…
Odchodzi, nie protestuje. Niech sobie idzie. Jest żałosny, wszyscy są żałosni, bez żadnego wyjątku. Pochylam głowie chcąc zobaczyć jej ciało. Wiem, że i tak tam zejdę. Będę patrzyła jak opuszcza zmasakrowane zwłoki, przechodzi przez barierę, wkracza tu… do zasranego świata. Do świata pełnego takich samych jak ona. Skrzywdzonych przez los, odrzuconych przez ludzi. Samych. Dołączy tu z własnego wyboru, dołączy tu, dlatego że jest słaba. Oni wszyscy myślą tak samo. Śmierć to jedyna droga, śmierć to dla nich koniec… Racja to konie. Koniec i początek. Już czas ją przywitać. Delikatnie odbijam się od krawędzi. Uwielbiam to uczucie pędu. Spadam swobodnie. Stopy dotykają podłoża, bez głośnie i delikatnie. Jeszcze jej nie ma. Patrzę na kałuże krwi, na nienaturalnie wygięte ręce. Rozglądam się. Dzielnica jest pusta. Dopiero nad ranem ktoś znajdzie ciało. Powietrze, odczuwam je. Zaczyna się. Mieszają się dwa światy, dwie równoległe przestrzenie. Ciemność wzbiera na sile. Wyraźne kolory rozmazują się, tracą głębie. Krew mętnieję. Odsuwam się od zwłok. Mrok wdziera się w już bordową kałużę. Wiatr zaczyna formować postać. Unosi mętny płyn, szarpie nim. Krople rozpryskują się, widzę jej sylwetkę. Drobna blondynka stoi nieruchomo przed swoim ciałem. Prawie taka sama jak wcześniej. Prawie. Teraz bez duszy, z pustym spojrzeniem, wyblakłą szramą na nadgarstku. Jeszcze nie wie gdzie się znalazła, nie wie, że popełniła błąd. Na podłużnej twarzy pojawia się niewielki grymas.
- To tylko ciało – mówię spokojnie – Już nią nie jesteś, zamordowałaś ją.
Podnosi głowę, patrzy na mnie otępiałym wzrokiem. Czy ja też tak wyglądałam? Nie, ja nie jestem taka. Nie jestem jedną z nich.
- Stworzyłaś się na nowo. Zabijając się trafiłaś tu. Jestem tu żeby ci pomóc. Witaj w swoim nowym, wiecznym życiu. Witaj w świecie pieprzonych samobójców.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony.

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój? Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.