Fanfic - Kim... czym jesteś, Takeru?

Autor: Marou Dodano: 11.02.2014 22:56
- Dlaczego? – Jego głos zabrzmiał pusto, jakby dochodził zza bariery.
Bariery śmierci, pomyślała Haruko i zadrżała, przerażona tą głupią myślą. Przecież Takeru nigdy tak naprawdę nie był martwy. Coś jej się tylko przyśniło. Im wszystkim coś się przyśniło.
Ten „nie martwy” chłopak patrzył na nią w połowie z zaciekawieniem, w połowie ze złością. A przynajmniej tak się jej wydawało. Przez ostatnie dwa tygodnie nie była pewna niczego, co dotyczyło jej martwego chłopaka. Martwego? Drgnęła na tę myśl. Nie martwego. Już nie, poprawiła się w myślach.
- Dlaczego? – powtórzył tym razem głośniej i z większym naciskiem. Jego głos brzmiał niżej, dziwnie, jakby dobiegał ze znacznej odległości.
Twarz Takeru wykrzywiona była dziwnym grymasem. Nigdy nie widziała go z taką miną. Wcześniej uśmiechał się ciągle, teraz miał zapadnięte policzki i jakby puste oczy. Skóra twarzy zażółciła się, przypominała bardziej woskową maskę. Ubrany był w czarny garnitur, który zupełnie nie pasował do niego. To ten świat nie pasuje do niego, nie ubranie – głos w jej głowie zabrzmiał prawie wesoło. Haruko chciała go wyśmiać, ale coś powstrzymywało ją od powiedzenia czegokolwiek. W całym jej domu panowała nieprzyjemna cisza. Zdawało się, że wszystko wystraszyło się obecności Takeru.
Kuchnia jej mieszkania nagle zaczęła przestała być przyjemnym pomieszczeniem. Ściany zaczęły lekko falować i zbliżać się do siebie. Dziewczyna zatrzęsła się i zamknęła oczy. Musiała wymyśleć dobrą odpowiedź na pytanie Takeru.
Wzięła głęboki oddech.
- Dzisiaj są walentynki. Powinniśmy spędzić je razem – powiedziała niepewnie. – Naprawdę mnie wystraszyłeś dwa tygodnie temu, wiesz? I w ogóle wszystkich nabrałeś! – zaczęła paplać bez sensu. – Nawet twoi rodzice dali się zrobić na ten żart. Nie wiem jak przekonałeś tych wszystkich ludzi, żeby Cię... – zawahała się na chwilę – pochowali – dokończyła powoli.
Przesunęła dłońmi po stole. Ściany nadal falowały, ale nie napierały już tak mocno, więc zdecydowała się spojrzeć jeszcze raz na Takeru. To co zobaczyła, wywołało u niej mdłości. Oczy chłopaka były wywrócone były do środka, policzki zapadły się jeszcze mocniej, nos lekko się przekrzywił. Potrząsnęła głową, żeby rozbić ten obraz. Ciągle z zamkniętymi oczami wyciągnęła rękę w kierunku jego dłoni położonej na stole. Na początku Haruko nie poczuła niczego dziwnego. Jak zwykle mocno ścisnęła jego palce i próbowała się uspokoić. To był tylko głupi żart, powtarzała w myślach. Nagle poczuła chłód bijący od jego ciała. Skóra Takeru w dotyku przypominała wilgotną ziemię. Palce Haruko nagle zatopiły się w jego dłoni. Uderzył ją ostry smród rozkładającego się ciała. To dlatego kremuje się zmarłych od razu, podpowiedział głos.
Gwałtownie wciągnęła powietrze i zerwała się z krzesła. Upadło na podłogę z łoskotem. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Nie zmienił się przecież od momentu, gdy wpuściła go przez drzwi do swojego domu. Nie powinnaś była tego robić, głos w jej umyśle nie dawał spokoju, demon nie wejdzie do twojego domu, dopóki go nie zaprosisz… Ale go zaprosiłaś. Już się nie wywiniesz – zaśpiewał.
- Czekoladki! – krzyknęła, chcąc zamaskować przerażenie – Przecież po to Cię tu zaprosiłam, prawda?
Odwróciła się od przerażającej ją w tym momencie sylwetki chłopaka i pobiegła do swojego pokoju. Zatrzasnęła za sobą drzwi. Skupiła się na dźwiękach w jej domu. Nie usłyszała nic, więc powoli usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Wydarzenia z ostatnich dwóch tygodni jakoś do niej nie docierały. Wszystko było zamazane, niejasne i bardzo bolesne.
Wtorek. To był wtorek, kiedy usłyszała od rodziców Takeru, że zginął. Że umarł. Odszedł z tego świata, zmarł, wyzionął ducha, rozstał się z życiem. Ból po słyszeniu tego nie pozwolił jej nawet na odpowiedź. Pamiętała tylko, że złapała swoją kurtkę i wybiegła na miasto. Błąkała się przez pewien czas i wtedy właśnie pierwszy raz pomyślała, że to może być tylko żart. Zatrzymała się przed sklepem z urządzeniami elektronicznymi. W telewizorach jakiś kościotrup gonił dziewczynkę. W myślach podłożyła pod tę scenę piosenkę z "Benny’ego Hilla" i od razu poczuła się lepiej. Takeru na pewno żył. Musiała tylko znaleźć sposób, żeby go odnaleźć. I wtedy właśnie spotkała tego małego chłopca. Zapytał czy chce odzyskać miłość. Nie wahała się.
Gdy Takeru pierwszy raz uderzył w drzwi jej pokoju, nawet tego nie zauważyła. Wyciągała właśnie zamyślona pudełko z czekoladkami, które zrobiła specjalnie na dziś. Drugie uderzenie już usłyszała.
- Dlaczego? – Takeru zaryczał.
Haruko zadrżała. Powoli docierało do niej, że to nie jest jej Takeru. Że to co wróciło na jego miejsce nie przypomina prawie w ogóle człowieka. Wpuściłaś demona do domu, więc teraz płacz! Nakazała sobie spokój. Przecież rozmawiała z nim jeszcze chwilę temu. Pewnie jest po prostu trochę zdziwiony tym wszystkim. Tym, że wrócił, a nie powinien.
Trzecie uderzenie rozbiło drzwi. Drzazgi poleciały we wszystkich kierunkach. Haruko zasłoniła się czerwonym pudełkiem w kształcie serduszka, które miało być prezentem dla Takeru. Podeszła do niego powoli prezentem wyciągniętym przed siebie. Nie patrzyła w jego kierunku. Nie mogła znieść widoku ukochanej twarzy, która poddawała się teraz rozkładowi.
Takeru ponownie zaryczał nieludzko i przeszedł przez zniszczone drzwi. Fragmenty drewna wbiły mu się w ramię, ale on tego nie widział. Chciał ją. I ją dostanie.
Haruko stała sparaliżowana przed potworem. Twarz jej ukochanego już prawie zupełnie rozpłynęła się, zostawiając tylko czerwoną maź. Wiało od niego chłodem i ohydnym smrodem, którego nie mogła wytrzymać. Demon uśmiechnął się, pokazując przy tym ostre jak żyletki zęby. Oczy zaszły mu krwią. Sięgnął ręką po pudełko i spojrzał na napis na nim kocham Cię.
- Uciekaj – szepnął i jakby zadławił tymi słowami. – Dla mnie nie ma powrotu. Nie powinnaś była mnie… jego sprowadzać. Uciekaj. Powstrzymam go tak długo, jak to tylko będzie możliwe. I też cię kocham.
Kolejny ryk prawie pozbawił ją słuchu. Nie rozumiała, co się dzieje, ale wiedziała, że musi działać szybko. Bez zastanowienia skoczyła przez okno. Poczuła tylko zęby wbijające się w jej szyję i zapanowała ciemność.

15 lutego znaleziono szczątki młodej dziewczyny. Policja potwierdziła, że zostały z niej tylko obgryzione kości.


Wesołych walentynek!
Marou
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony.

Komentarze

Damikiel: To dopiero walentynkiSzok Ale ja akurat lubię takie klimaty xd
dnia 12.02.2014 13:36
AmyGoku: Pomimo, że nie moje klimaty, to kupiłaś mnie tym. Przeczytałam wszystkie konkursowe ff (do tej pory), ten podobał mi się najbardziej. Odeszłaś od typowego schematu obyczajówka/romans/komedia i to wyszło na dobre, naprawdę to coś fajnego, innego. Człowiek nie męczy się przy czytaniu, a wyobraźnia robi swoje. Mam nadzieję, że ten ff zdobędzie wymagane 5 not, zasługuje na podium. Bez wyrzutów daję dyszkę.
dnia 12.02.2014 15:29
Trav: Co prawda nie czytałem wszystkich, ale to jest zdecydowanie najlepszy fanfic spośród tych, które czytałem. Pomysł na fabułę jest genialny, a było dość ryzykownym odejść do standardowego schematu. O tym, że nie wyłapałem żadnych błędów chyba nie wypada mi nawet wspominać. Zdecydowanie 10/10.
dnia 12.02.2014 21:18
Damikiel: Niestety nie zgodzę się, zauważyłem parę błędów, więc nie przesadzajmy za bardzo, ale opowiadanie ciekawe.
dnia 12.02.2014 21:34
dorik77: Muszę przyznać, że historia jest oryginalna. Ciekawy pomysł, zombie mordujący dziewczynę w Walentynki. Jako, że autorka tego fanfika jest moją rywalką w konkursie, powstrzymam się od oceny. Uśmiech
dnia 12.02.2014 22:17
AnimeFanthebest: Fajna historia, ale do walentynek mi nie pasuje, trochę dziwnie się zaczyna, wolałbym więcej.
dnia 14.02.2014 19:48
Nefili: Interesujący fanfick acz końcówkę bym nieco bardziej rozbudował. Dodał bym więcej opisów odnośnie uczuć bohaterki i tego martwiaka po odzyskaniu świadomości.
dnia 14.02.2015 14:54
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.